21.09.2009 :: 21:55 | Link | Komentuj (0)
Zabawa w Boga, czy zapędy hedonistyczne? Marazm sytuacji potrafi zabić nawet i ciszę.
Niemy krzyk zapisany krzywym kodem binarnym, jak w niemym filmie zawsze pozostanie bez odzewu - nawet ten tak istotny.
Nieustannie krzyczę, ale nikt nie słyszy. Mój krzyk odbija się po ścianach, kołysze się z wiatrem i faluje we włosach, ale nikt go nie słyszy. Inni wolą być głusi, bo tak wygodniej.
Dzisiejsza powtórka z rozrywki mnie zadziwiła, zdeprymowała i zdegustowała. Czasem pewne gesty, słowa czy intonacja głosu potrafią wyzwolić lawinę wspomnień, która zalewa moje ciało i umysł tonami toksycznego śniegu, który przeżera mnie na wskroś zabijając wszystkie drobnoustroje i pierwotniaki, które sprawiają, że życie jest życiem, a nie gładką pustą kartką, która taką ma pozostać.
Wspomnienie tego co było, a spojrzenie przez ten pryzmat na to co jest teraz to czysty paradoks w roztworze koloidalnym. Sytuacje jak najbardziej symilarne, ale jednak tak różne.
Kiedyś pewność tej miłości po kres, nienawiści do żywego i niepewności, która wywoływała łzy, agresję i ataki duszności w klatce piersiowej była pewna. Dziś nic nie jest dla mnie pewne. To poczucie balansowania na linie, która dziwnym trafem nie jest uwiązana z drugiej strony. Ktoś najwidoczniej nie chce jej przywiązać, bo..? To pytanie zadaje sobie niezmiennie od roku. To dawanie siebie na raty, na kredyt ze zmiennym oprocentowaniem, albo hipoteką wziętą w obcej walucie - the risky life? Brak mi na to sił, łez...
Kiedyś mogłam przeprowadzić inteligentną konwersację na jeden ze stałych i upierdliwych aż nader tematów - czy my się kurwa kochamy czy nie.. czy razem czy osobno..?
Dziś tylko walę głową w mur, bo odzewu nie ma. Wrażenie że nie pomoże tu demonstracja z jajkami, wiec czy transparenty, ani też audiotele z moimi pytaniami jest już stałe. To fizyczny const., który jest wytyczną moich nastroi i uczuć. Nie umiem już zadawać pytań, bo zakładam, że nie uzyskam na nie odpowiedzi.
Gdzie jest podobieństwo pomiędzy dziś, a kiedyś? Jak diabeł tkwi w szczególe - i wtedy i teraz nie dostawałam jawnej i prostej, a tak ważnej odpowiedzi.
Kiedyś była ona kadzona poprzez piękne słowa, ubierana w wymyślne metafory, aforyzmy i rymy do tego stopnia, że aż fałszywa, dziś jej po prostu nie ma.
Sama siebie skazałam na taki los pozwalając sobie na zaniedbywanie własnych interesów.
Jednak warto pozwalać ludziom żyć na nasz koszt w naszym wspomnieniach . On pomógł mi zrozumieć, że tak naprawdę nic się nie zmieni, że dałam się ponieść i skazałam pewne rzeczy z góry na klęskę.
I nadeszła duszność w klatce piersiowej - jeden z tych objawów nadchodzącego pogodzenia się z beznadziejną aż do kurewstwa rzeczywistością.
Czy pewnego dnia dowiem się co z tą liną... Życie z kimś to nieustanny balans, szukanie równowagi. Ja jej nie mam. Więc nie wiem powoli gdzie jestem, gdzie jest moje miejsce, kim ja tutaj tak w ogóle jestem ani co tu robię. Jedna rzecz, a potrafi zrobić takie spustoszenie w mojej głowie, totalne kiełbie we łbie.
Mój silny i dominujący charakter już dawno został doszczętnie zniszczony jakieś 5 lat temu. Teraz zostały okruszki, który usilnie staram się zgarnąć na jeden stosik, bo ponoć w kupie siła. Dla mnie to kupa gówna, które cuchnie kiedy nie mam odświeżacza powietrza. O ironio ktoś cały czas dokłada do tego interesu.
Brak sił i chęci walki o siebie i Niego. Czy walczyłeś kiedy w sytuacji, kiedy stajesz na ringu, a osoba z którą chcesz walczyć z niego ucieka i znika? W życiu nie ma sytuacji wygranych walkowerem. Takie są zawsze z góry skazane na niepowodzenie.
Więc po co cały czas uciekać zamiast dać komuś ukojenie?
Nie popieram robienia z ludzi szmat, a najgorszym scenariuszem jest to, gdy ktoś robi to nieświadomie.
Czas na ogólną refleksję.